AKCJE BRYGADY PIGMALIONA 2007 – 2019

2019 Marcinek – Stulecie Marcinka

Akcja w ramach jubileuszu stulecia I Liceum Ogólnokształcące im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu


2018 „Krauthofer-Krotowski – 170 rocznica proklamacji Rzeczypospolitej Mosińskiej”, Mosina

Akcja z okazji uroczystości jubileuszu 170 rocznicy proklamacji Rzeczypospolitej Mosińskiej, Mosina


2009 „Walka gigantów”, heppening rzeźbiarski na 90-lecie ASP Poznań, Poznań

Zaproponowano nam zorganizowanie happeningu rzeźbiarskiego, który uczciłby 90 lat działalności poznańskiej uczelni artystycznej. Jednocześnie wskazano przy tym zaproszeniu konkretne miejsce. Ten happening stanowi dobrą ilustrację nieuchronnej konieczności poszukiwania kompromisu między dążeniem do pełnej swobody kreacji a wymogami narzucanymi przez organizatorów lub przez wskazane miejsce.

W pewnym wymiarze nasza akcja została wpisana w ówczesny kontekst społeczno-polityczny, czy raczej należałoby powiedzieć, że ten kontekst stał się pewnym punktem wyjścia. Był to okres rozliczania wielu autorytetów ostatniego okresu i kwestionowania mitów. Stąd wzięła się podstawowa koncepcja naszej rzeźby. Dwaj mężczyźni próbują się z olbrzymim posągiem i starają się go obalić, ciągnąc za delikatną tasiemkę. Starałem się pokazać, że każda nowa idea — każda, bez wyjątku, ten społeczno-polityczny kontekst był w gruncie rzeczy tylko pretekstem — wymaga odrzucenia poprzednich, przy czym koncepcja nowa musi być dostatecznie silna, aby mogła zapanować.

Ponownie zdecydowałem się na ujęcie chwili pewnej rozwijającej się akcji, uważając, że ta akcja zwiększa dynamikę naszego działania, dochodzi bowiem do spotęgowania ruchu.

Wspomnę przy okazji tej akcji o naszym istotnym założeniu. Zaproponowano nam odlanie tych rzeźb, co zdecydowanie odrzuciłem. Wspomniałem w opisie pierwszej naszej akcji, że wszystkie nasze rzeźby po happeningu niszczymy. To prace, które należy oglądać przez moment, ujrzeć jak chwilową scenę rozgrywającą się na ulicy. Kiedy ktoś przygląda się dłużej i uważniej, zaczyna zwracać uwagę przede wszystkim na niedociągnięcia. Nie zakładaliśmy takiego finału, przypadek za nas zrządził doskonale. W przestrzeni miejskiej rzeźby muszą być duże, mieć mniej więcej 2,8 metra wysokości, aby mogły wyglądać naturalnie. Konstrukcja okazała się za słaba i w pewnym momencie zaczęła się łamać. Nie obalono pomnika Mickiewicza. Ocalał.


2008 „Artysta z Mosiny”, obchody 30-lecia GM Mosina, Mosina

Zalążkiem pomysłu akcji happeningowej realizowanej przez Brygadę Pigmaliona wielokrotnie była chęć zadrwienia z jakiegoś elementu rzeczywistości akceptowanego przez miejscową społeczność. Często dążyliśmy do mocnego uderzenia, aby wywołać zdecydowane reakcje. Obecnie zaczepka chyba jest nieodzownym elementem inicjatyw artystycznych nastawionych na poważniejszą interakcję. Z tego właśnie założenia wówczas w każdym razie wyszliśmy.
W Poznaniu Mosina wywołuje podobnie lekceważące uśmiechy jak Pcim czy Wąchock w całej Polsce. Określenie „elegant z Mosiny” odpowiada słynnemu „sołtysowi Wąchocka”. „Artysta z Mosiny” naturalnie jest prowokacją, ale celem ataku nie była mosińska społeczność. Po upadku komunizmu postawiono w Mosinie jeden pomnik, eleganta z Mosiny. Rzeźba miała być elementem walki ze stereotypowym poznańskim wyobrażeniem o prowincjonalnym elegancie niemającym elementarnego pojęcia o prawdziwej elegancji, ale to beznadziejna praca pod względem artystycznym, zupełnie nijaka. Chcieliśmy naszą akcją pokazać, że można coś zrobić lepiej, dowcipniej, wykonać rzeźbę mającą w sobie więcej życia.
W moim odczuciu warto tu wspomnieć o znaczeniu działania w naszych akcjach. Ponieważ nasze happeningi są wydarzeniami parateatralnymi, zależy mi na tym, aby coś się działo w dwóch wymiarach. Jeden to wymiar czasowy. Rzeźba się przez długi czas wyłania, przez co widzowie przyglądający się naszej pracy muszą się wielu rzeczy domyślać, a nawet je tylko zgadywać. To działanie polegające na interakcji z widzem. Jednocześnie realizowane w ten sposób rzeźby wiele zyskują, gdy same opowiadają jakąś anegdotę, gdy są uchwyceniem momentu jakiejś historii. Amorki zaglądają pod poły surduta naszemu strojnemu artyście udającemu się na pojedynek z mosińskim elegantem.


2007 „V Fontanna”, Stary Rynek, Poznań

Chociaż to pierwsza akcja happeningowa Brygady Pigmaliona, można o niej mówić najwięcej, gdyż — jak bym to nazwał — była najsoczystsza, najbardziej przemyślana i dopracowana. Happening trwał trzy dni, był jedynym tak długim w historii naszych działań. Najbardziej go cenię, bo najlepiej, moim zdaniem, wpisał się w kontekst przestrzenny i czasowy, pozwalając nam osiągnąć wszystkie założone cele.

Zaproponowano nam zorganizowanie jakiejś akcji związanej z Wielkanocą, happeningu, który wzbogaciłby różne inicjatywy realizowane wówczas na poznańskim Starym Rynku, czyli kiermasze oraz rozmaite inne imprezy miejskie. Ponieważ w 2007 roku niedziela wielkanocna wypadała 8 kwietnia, zdecydowaliśmy się na 1 kwietnia, uznając to za możliwość przygotowania happeningowego żartu. Zaledwie dwa lata wcześniej ukończono ostatnią z trzech fontann ustawionych w narożnikach Starego Rynku (zachowała się tylko jedna stara fontanna, pochodząca z XVIII wieku, przedstawiająca porwanie Prozerpiny przez Plutona). Naszą happeningową piątą fontannę postanowiliśmy usytuować między tą osiemnastowieczną a fontanną przedstawiającą Apollina, ustawioną na Starym Rynku w 2002 roku.

Postanowiliśmy się wpisać w ten przestrzenny kontekst. Apollo jest słaby pod względem rzeźbiarskim, dlatego nasza praca stanowiła krytyczny komentarz. Zarazem przekorny, chcieliśmy bowiem pokazać, że w dwa dni zdołamy wykonać interesujące ironiczne nawiązanie do tej pracy. Jeden z naszych dwóch faunów wyniośle podaje Apollinowi tamburyn. To ostry komentarz, chociaż w sumie wydaje się dosyć dyskretny. Sprowadza się do zdania: „Chłopie, co z ciebie za Apollo? Na bębenku możesz sobie pogrywać, nie na lirze. Gdzie tobie do greckich rzeźb? Nie jesteś grecki, lecz jakiś prostacko ludyczny i zaściankowy”.

Nasze fauny nawiązują do obu fontann, między którymi stanęły. Jeden wieńcem laurowym sugeruje Apollina, nasz Hades zaś podaje kwiatek Persefonie (Prozerpinie), gdyż kobiet przecież już się od dawna nie porywa, teraz się je uwodzi i nakłania.

W naszym zamyśle widzowie przyglądający się akcji mieli w części zgadywać, co powstaje, a w części podpowiadać pomysły. To, że dwaj mężczyźni trzymają się za ręce, wywołało rozmaite komentarze przechodniów, którzy nie mogli jeszcze wiedzieć, jaka rzeźba powstanie. Ustawienie dwóch postaci w formę litery V wymaga jakiegoś połączenia, tak więc to, że fauni trzymają się za ręce, wynika głównie z wymogów kompozycyjnych, ale przecież można to było rozwiązać inaczej. Niezależnie od ich poziomu czy trafności te komentarze były istotne, gdyż dowodziły interakcji, a to należało do naszych najważniejszych celów. Nie chcieliśmy się wzorować na takiej formie teatru ulicznego, którą się tylko ogląda, lecz dążyliśmy do tego, by widzowie uczestniczyli w akcji, a nawet ją z nami w pewnym stopniu współtworzyli.

Co do primaaprilisowego kontekstu tej akcji, pewien niezamierzenie przez nas osiągnięty efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Jako żart bowiem nasz happening sprawdził się doskonale. Wszystkie rzeźby po akcjach happeningowych niszczymy, takie założenie przyjęliśmy na samym początku. Dowiedziałem się później, że następnego dnia telefonowano do Urzędu Miejskiego z pytaniami, co się stało z fontanną. Znikła, podejrzewano więc, że ktoś ją ukradł. Podejrzewano to tym bardziej przez to, że pomalowaliśmy rzeźby, aby mogły uchodzić za brąz.


2012 „Król Kiboli”, 20 Lat Galerii Dużej – Królewski Festiwal Artystyczny, Gniezno

Podobnie jak wiele innych Pigmalionowych realizacji, ten happening wynikł z chęci prowokacji, do której nas skłoniła smutna historia Gniezna. Miasto królewskie i w pewnym sensie duchowa stolica Polski — a przynajmniej bardzo ważne miejsce na mapie z najważniejszymi ośrodkami kulturowymi naszej ojczyzny — spadło do poziomu zaściankowej mieściny ze sporym bezrobociem, a więc nieuchronnie stało się miastem o wyraźnie widocznej obecności menelstwa. Od tej konstatacji bliziutko już do pomysłu tej akcji, bo przecież każdy menel, każdy kibol czuje się królem, lokalnym władyką. Stąd koncept polegający na zderzeniu królewskiej korony z kijem bejsbolowym zamiast berła i innymi kibolskimi atrybutami, takimi jak dres czy adidasy.

Zaproszono nas do Gniezna, ponieważ odbywał się tam Królewski Festiwal Artystyczny, a Galeria Duża świętowała dwudziestolecie działalności. Po raz pierwszy zostaliśmy wtedy zaproszeni jako teatr uliczny. Ucieszyło nas to bardzo, bo do tego w gruncie rzeczy sprowadzają się nasze happeningi. Przecież tworzenie przez nas rzeźby jest rozwojem pewnej akcji, której dalszy ciąg próbują odgadywać widzowie, podobnie jak całościową wymowę realizacji, jeżeli była opracowana z wyraźnym zamiarem przekazania pewnego komunikatu.

Flankujące amorki nawiązujące do tradycyjnych realizacji artystycznych ukazujących osoby królewskiego pochodzenia miały podkreślać szyderczo-smutną wymowę realizowanej rzeźby. Nasze amorki pochodzą z podwórka, o czym świadczą ich pozy i gesty. Jeden palił papierosa. Z królewskiej postaci pozostało w sumie tyle, ile się zachowało z królewskiego miasta.

Nasze akcje nie mają charakteru politycznego, ale w moim przekonaniu muszą się jakoś odnosić do codziennej rzeczywistości, to nieodzowne, jeśli mają prowokować, poruszać czy skłaniać do myślenia, a polityka jest przecież niezmiernie istotnym elementem naszej rzeczywistości.

Nasza praca nie wpisuje się w rzeczywistość w taki sposób, że wyraża ocenę konkretnego programu czy ugrupowania politycznego, ale zwraca uwagę na problem schodzenia małomiasteczkowej Polski na margines i pauperyzacji po przemianach ustrojowych. Nasza realizacja nie miała być głównie szyderstwem czy tylko szyderstwem, miała w moim zamierzeniu zwrócić uwagę na trudną kwestię społeczną.

Chciałbym tu podkreślić, że wszystkie akcje Pigmaliona były próbami. Nasze happeningi to próba osobistego wyrazu, przymiarka, ćwiczenie warsztatu. Gramy sytuacjami, konwencjami, ale te akcje nie są wydarzeniem rozgrywającym się wyłącznie na planie osobistym. Szalenie istotne jest również to, że te akcje są przygotowaniem. Są jak szkice Michała Anioła. Oczywiście nie zamierzam porównywać naszych realizacji z twórczością Michała Anioła — przecież te szkice należą do najważniejszych rzeczy w historii sztuki — lecz o pewną wspólną cechę. Jego szkice zawierają w sobie wszystko, co znajdzie się w końcowej pracy, ale nie są obarczone chęcią przekazania rzeczy najistotniejszej, przesłania. Nasz kibolski król też pozostaje w pewnej mierze otwartą realizacją. Nietrudno byłoby o pewne domknięcie, konkluzję, że przez wejście Polski do Unii Europejskiej doszło do marginalizacji miasteczek, co doprowadziło do nasilenia kibolskiego nacjonalizmu. Myśmy tego jednak tak nie domknęli, można bowiem pozostać na poziomie zabawy, pozostawiając odbiorcom róźnorodne konstatacje. Przypomina to trochę kompozycję na zamówienie, w której nie ma jeszcze końcowych drobnych smaczków ujawniających nastawienie autora.