AKCJE BRYGADY PIGMALIONA

2008 „Artysta z Mosiny”, obchody 30-lecia GM Mosina, Mosina

Zalążkiem pomysłu akcji happeningowej realizowanej przez Brygadę Pigmaliona wielokrotnie była chęć zadrwienia z jakiegoś elementu rzeczywistości akceptowanego przez miejscową społeczność. Często dążyliśmy do mocnego uderzenia, aby wywołać zdecydowane reakcje. Obecnie zaczepka chyba jest nieodzownym elementem inicjatyw artystycznych nastawionych na poważniejszą interakcję. Z tego właśnie założenia wówczas w każdym razie wyszliśmy.
W Poznaniu Mosina wywołuje podobnie lekceważące uśmiechy jak Pcim czy Wąchock w całej Polsce. Określenie „elegant z Mosiny” odpowiada słynnemu „sołtysowi Wąchocka”. „Artysta z Mosiny” naturalnie jest prowokacją, ale celem ataku nie była mosińska społeczność. Po upadku komunizmu postawiono w Mosinie jeden pomnik, eleganta z Mosiny. Rzeźba miała być elementem walki ze stereotypowym poznańskim wyobrażeniem o prowincjonalnym elegancie niemającym elementarnego pojęcia o prawdziwej elegancji, ale to beznadziejna praca pod względem artystycznym, zupełnie nijaka. Chcieliśmy naszą akcją pokazać, że można coś zrobić lepiej, dowcipniej, wykonać rzeźbę mającą w sobie więcej życia.
W moim odczuciu warto tu wspomnieć o znaczeniu działania w naszych akcjach. Ponieważ nasze happeningi są wydarzeniami parateatralnymi, zależy mi na tym, aby coś się działo w dwóch wymiarach. Jeden to wymiar czasowy. Rzeźba się przez długi czas wyłania, przez co widzowie przyglądający się naszej pracy muszą się wielu rzeczy domyślać, a nawet je tylko zgadywać. To działanie polegające na interakcji z widzem. Jednocześnie realizowane w ten sposób rzeźby wiele zyskują, gdy same opowiadają jakąś anegdotę, gdy są uchwyceniem momentu jakiejś historii. Amorki zaglądają pod poły surduta naszemu strojnemu artyście udającemu się na pojedynek z mosińskim elegantem.


2012 „Król Kiboli”, 20 Lat Galerii Dużej – Królewski Festiwal Artystyczny, Gniezno

Podobnie jak wiele innych Pigmalionowych realizacji, ten happening wynikł z chęci prowokacji, do której nas skłoniła smutna historia Gniezna. Miasto królewskie i w pewnym sensie duchowa stolica Polski — a przynajmniej bardzo ważne miejsce na mapie z najważniejszymi ośrodkami kulturowymi naszej ojczyzny — spadło do poziomu zaściankowej mieściny ze sporym bezrobociem, a więc nieuchronnie stało się miastem o wyraźnie widocznej obecności menelstwa. Od tej konstatacji bliziutko już do pomysłu tej akcji, bo przecież każdy menel, każdy kibol czuje się królem, lokalnym władyką. Stąd koncept polegający na zderzeniu królewskiej korony z kijem bejsbolowym zamiast berła i innymi kibolskimi atrybutami, takimi jak dres czy adidasy.

Zaproszono nas do Gniezna, ponieważ odbywał się tam Królewski Festiwal Artystyczny, a Galeria Duża świętowała dwudziestolecie działalności. Po raz pierwszy zostaliśmy wtedy zaproszeni jako teatr uliczny. Ucieszyło nas to bardzo, bo do tego w gruncie rzeczy sprowadzają się nasze happeningi. Przecież tworzenie przez nas rzeźby jest rozwojem pewnej akcji, której dalszy ciąg próbują odgadywać widzowie, podobnie jak całościową wymowę realizacji, jeżeli była opracowana z wyraźnym zamiarem przekazania pewnego komunikatu.

Flankujące amorki nawiązujące do tradycyjnych realizacji artystycznych ukazujących osoby królewskiego pochodzenia miały podkreślać szyderczo-smutną wymowę realizowanej rzeźby. Nasze amorki pochodzą z podwórka, o czym świadczą ich pozy i gesty. Jeden palił papierosa. Z królewskiej postaci pozostało w sumie tyle, ile się zachowało z królewskiego miasta.

Nasze akcje nie mają charakteru politycznego, ale w moim przekonaniu muszą się jakoś odnosić do codziennej rzeczywistości, to nieodzowne, jeśli mają prowokować, poruszać czy skłaniać do myślenia, a polityka jest przecież niezmiernie istotnym elementem naszej rzeczywistości.

Nasza praca nie wpisuje się w rzeczywistość w taki sposób, że wyraża ocenę konkretnego programu czy ugrupowania politycznego, ale zwraca uwagę na problem schodzenia małomiasteczkowej Polski na margines i pauperyzacji po przemianach ustrojowych. Nasza realizacja nie miała być głównie szyderstwem czy tylko szyderstwem, miała w moim zamierzeniu zwrócić uwagę na trudną kwestię społeczną.

Chciałbym tu podkreślić, że wszystkie akcje Pigmaliona były próbami. Nasze happeningi to próba osobistego wyrazu, przymiarka, ćwiczenie warsztatu. Gramy sytuacjami, konwencjami, ale te akcje nie są wydarzeniem rozgrywającym się wyłącznie na planie osobistym. Szalenie istotne jest również to, że te akcje są przygotowaniem. Są jak szkice Michała Anioła. Oczywiście nie zamierzam porównywać naszych realizacji z twórczością Michała Anioła — przecież te szkice należą do najważniejszych rzeczy w historii sztuki — lecz o pewną wspólną cechę. Jego szkice zawierają w sobie wszystko, co znajdzie się w końcowej pracy, ale nie są obarczone chęcią przekazania rzeczy najistotniejszej, przesłania. Nasz kibolski król też pozostaje w pewnej mierze otwartą realizacją. Nietrudno byłoby o pewne domknięcie, konkluzję, że przez wejście Polski do Unii Europejskiej doszło do marginalizacji miasteczek, co doprowadziło do nasilenia kibolskiego nacjonalizmu. Myśmy tego jednak tak nie domknęli, można bowiem pozostać na poziomie zabawy, pozostawiając odbiorcom róźnorodne konstatacje. Przypomina to trochę kompozycję na zamówienie, w której nie ma jeszcze końcowych drobnych smaczków ujawniających nastawienie autora.